„Ostrze sierpa”, tom drugi cyklu ,,Żniwo Ognia” pióra Andrzeja H. Wojaczka, twórcy bestsellerowego cyklu ,,Wrzeciono Boga”, ukaże się 3 marca nakładem Wydawnictwa Szara Godzina.
Tym razem fabuła powieści rozgrywa się w świecie mrozu, głodu i wszechobecnego strachu. Autor odsłania dwoistość tytułowego sierpa – w realiach syberyjskich łagrów jego ostrzem jest człowiek zmuszony do wyboru: karmić i wspierać albo wykonywać wyroki systemu, który doprowadził do masowej zagłady.
Dla jednych świat skończył się we wrześniu 1939 roku, dla innych był zaledwie przedsionkiem piekła. Sowiecki reżim zgotował tysiącom ludzi okrutny los – bydlęcymi wagonami wywieziono ich do obozów pracy przymusowej i kołchozów. Pamięć o nich miała rozpłynąć się w nicości.
Jednym z tysięcy zesłanych był Teofil Kłosek. Tam, gdzie przetrwanie to codzienna walka, a zachowanie człowieczeństwa graniczy z niemożliwością, rozpoczyna się kolejny etap jego tułaczki. Z okupowanego Lwowa przez koszmar syberyjskich łagrów, bezkresne kazachskie stepy aż po Morze Kaspijskie.
Andrzej H. Wojaczek - rocznik 81. Z wykształcenia filolog polski, z zawodu belfer; z zamiłowania muzyk, instrumentalista. Komponował dla Teatru Polskiego im.
Józefa Ignacego Kraszewskiego w Żytomierzu na Ukrainie. Instruktor teatralny, scenarzysta, autor tekstów; piwowar domowy – pasjonat belgijskich piw klasztornych.
Andrzej H. Wojaczek i Wydawnictwo Szara Godzina zapraszają do czytania powieści „Ostrze sierpa”, drugiego tomu cyklu „Żniwo ognia”. Książka jest dostępna w księgarniach stacjonarnych i internetowych.
Sama fabuła jest wystarczająco intensywna i nie czułem potrzeby ubogacania jej poetyckim obrazowaniem, które w piekle łagrów wydawało mi się wręcz nie na miejscu. Proszę jednak zwrócić uwagę, że tam, gdzie pojawia się natura, tam również powraca piękno. – Mówi w wywiadzie Andrzej H. Wojaczek z okazji
zbliżającej się premiery książki ,,Ostrze sierpa”, drugiej części cyklu ,,Żniwo ognia”.”
„Ostrze sierpa” to tytuł drugiej części trylogii „Żniwo ognia”. W pierwszym momencie szukałam wyjaśnienia znaczenia tytułu w Biblii i mitologii, potem przyszła mi na myśl symbolika sowiecka, ale może chodzi o zupełnie coś innego?
Młot i sierp. Ikoniczny symbol komunizmu, reprezentujący ideę dyktatury proletariatu, jedność i sojusz robotników (młot) oraz chłopów (sierp). Jeśli na okładce powieści dodamy lokomotywę ciągnącą bydlęce wagony wypełnione zesłańcami, to znaczenie tytułu wydaje się oczywiste, dosłowne. Nie jest to jednak takie proste, o czym – mam nadzieję – przekonają się czytelnicy, którzy zdecydują się na lekturę drugiej części „Żniw Ognia”. Tytuł i jej symbolika bezpośrednio rezonują z wcześniejszą powieścią „Ciernie i osty”.
Sierp był starożytnym narzędziem rolniczym służącym do ścinania dojrzałych kłosów zbóż lub zbioru winogron. Prawo Mojżeszowe nakazywało w czasie żniw pozwalać ubogim zbierać kłosy pozostałe po pierwszym zbiorze, o czym mówi Księga Powtórzonego Prawa (23,25; 24,19). Sierp jest zatem tylko narzędziem, ale jego rola zależy od tego, kto go dzierży. Oczywiście, możemy traktować komunistyczny, sowiecki reżim jako śmiercionośne, bezduszne narzędzie odpowiedzialne za zagładę milionów. Chciałem jednak spojrzeć na symbolikę sierpa w nieco inny sposób i – tak jak zawsze w mojej twórczości – uwypuklić pozytywny aspekt człowieczeństwa, pokazać nadzieję i dobroć nawet w tak przerażającym miejscu, jak sowieckie łagry. Ostrze sierpa ścina kłosy, które zwiezione do spichlerzy, staną się pokarmem i zaopatrzeniem gwarantującym przeżycie. Ostrzem sierpa są ludzie – zawsze ludzie! To jest trop, którym poszedłem.
Znaczenie dla zrozumienia przesłania książki mają dwa cytaty, które przywołuje Pan na wstępie – jeden z Listu do Koryntian, drugi ze „Zbrodni i kary” Fiodora Dostojewskiego. Czy mógłby się Pan odnieść do tych słów?
Fragment z Pierwszego Listu do Koryntian (4,12-13) to w zasadzie autoportret apostoła Pawła, który jako człowiek został zepchnięty na sam dół drabiny społecznej i potraktowany jak „śmieć tego świata”. Głód, pragnienie, nagość, bicie, tortury fizyczne, tułaczka – to pojęcia bliskie doświadczeniu zesłańców i więźniów systemów totalitarnych. W kontekście zesłania mówię jednak nie o więźniach, lecz o apostołach, nie tyle o tym, co ich spotyka, ale jak odpowiadają na otaczającą ich rzeczywistość. Tekst Pawła nie romantyzuje katorgi, raczej pokazuje, że praca fizyczna sama w sobie nie odbiera człowiekowi godności. System może uczynić z niej narzędzie nieludzkich tortur, ale sama praca nie jest dla człowieka hańbą. Z bardzo obszernej literatury obozowej dowiadujemy się, że wielu więźniów uzewnętrzniało czasem heroiczną, ponadludzką wręcz zdolność wewnętrznego sprzeciwu, aby nie pozwolić zdefiniować się przez nienawiść. Nie chodzi o moralizatorskie wezwanie do kochania swoich oprawców za wszelką cenę. To raczej opis łaski, która może unieść człowieka ponad naturalny odruch
odwetu.
Z kolei Fiodor Dostojewski, którego cytatem również się posłużyłem, na własnej skórze doświadczył zesłania na Sybir. Słowa, które pozostawił, doskonale ilustrują kondycję człowieka muśniętego szaleństwem katorgi. Myślę, że bardzo trafnie opisują nie tylko Teofila Kłoska, głównego bohatera „Ostrza sierpa”. Mimo iż był on człowiekiem zupełnie nieznanym, jednym z owych tysięcy bezimiennych, nosił w sobie wielkość często nieosiągalną dla tych, których format bywa postrzegany jako niezaprzeczalny.
Wielu czytelników z niecierpliwością oczekiwało na „Ostrze sierpa”. Tym, którzy nie mieli przyjemności spotkania z Pana literaturą, warto wyjaśnić, że losy
bohatera tej książki i czterech poprzednich są inspirowane życiem prawdziwego człowieka...
Teofil – urodzony na początku ubiegłego stulecia chłopak spod Rybnika – uczeń pruskiej szkoły, powstaniec śląski, ułan-kawalerzysta, działacz niepodległościowy, żołnierz września, sybirak, andersowiec, społecznik. Niespokojny duch, wielki wrażliwiec a jednoczenie niepoprawny romantyk. Człowiek, który osobiście doświadczył najważniejszych dziejowych wstrząsów dwudziestego wieku, opisał swoje losy w pamiętniku liczącym blisko pięćset stron. Sześćdziesiąt lat później na jego kanwie stworzyłem własną – podkreślam – historię fabularną, zamkniętą w dwóch trylogiach. Pierwsza, na którą składają się powieści „Kłosy”, „Wdowi grosz” i „Jutrznia” nosi tytuł „Wrzeciono Boga” i rozgrywa się w latach 1915-1939. Druga – „Żniwo Ognia”, obejmująca tomy „Ciernie i osty”, „Ostrze sierpa” i „Kantyk słowika” – rozpoczyna się wybuchem drugiej wojny i kontynuuje losy Teofila.
Pana trylogia „Wrzeciono boga” zabiera czytelników w podróż po Śląsku przed drugą wojną światową, pierwsza część „Żniwa ognia” rozgrywa się od września 1939 r. Jak to się stało, że w „Ostrze sierpa” spotykamy Teofila w sowieckim więzieniu w dawnym klasztorze Brygidek we Lwowie?
Więzienie we lwowskich Brygidkach to kolejny etap odysei Teofila Kłoska. Nasz bohater trafił tam w wyniku zdarzeń opisanych w poprzedniej książce, dlatego próba ich zarysowania, choćby ogólna, mogłaby odebrać przyjemność z lektury tym czytelnikom, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać dotychczasowych perypetii Teofila.
Wstrząsająco opisuje Pan sowiecki mechanizm przemocy, który ma doprowadzić ostatecznie do śmierci człowieka, ale wcześniej do złamania go psychicznego i fizycznego...
Sowiecki terror nie był przypadkowy; można by go nazwać precyzyjnie zaprojektowaną technologią inżynierii społecznej. W ten sposób system totalitarny próbował stworzyć nowego człowieka – homo sovieticus – jednostkę podporządkowaną kolektywowi, pozbawioną woli, pamięci i moralności. Sowieci chcieli zetrzeć jednostkę na proch i zamienić ją w bezimienny motłoch. Opisanie mechanizmu niszczenia ludzi jest formą przywracania im godności.
Warłam Szałamow uważał, że pisarz ma obowiązek być głosem ludzi pozbawionych głosu. Przyłączam się do tego postulatu. Trzeba jednak mieć świadomość, że ten mechanizm wciąż działa i wciąż pracuje. Jest o wiele bardziej subtelny, dla wielu ludzi może nawet niezauważalny, ale wciąż bezlitosny i niezwykle okrutny. Media społecznościowe i współczesne trendy również łamią człowieka psychicznie i fizycznie, ideologie sprowadzają jednostkę do roli posłusznego i bezwolnego kolektywu, co też kończy się śmiercią – być może nie w dosłownym rozumieniu, lecz w ujęciu metaforycznym.
Patrzę na ofiary totalitaryzmów i głośno mówię: historia kołem się toczy!
Strach, ból, głód sprawiają, że krzywda nie budzi u większości współtowarzyszy współczucia. Czy więzienie, zwłaszcza w totalitarnym kraju, jest testem człowieczeństwa?
Więzienie, zwłaszcza w kraju totalitarnym, jest doświadczeniem, o którym większość z nas nie ma bladego pojęcia, dlatego wypowiadanie sądów i opinii na ten temat byłoby z mojej strony zupełnie nieuprawnione. Na szczęście większość z nas nie musi zastanawiać się, jak zachowałaby się w obozie, w sytuacji skrajnego głodu czy bezpośredniego zagrożenia życia. Szymborska ujęła to słowami: „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Zamiast tego możemy rozmawiać o empatii. I o tym, że jest jej w społeczeństwie coraz mniej. Przywołuje Pani pojęcie swoistego „testu człowieczeństwa”. Takie testy przechodzimy na co dzień w zwykłych międzyludzkich kontaktach: pisząc nienawistne komentarze w Internecie, wykrzykując hasła na wiecach politycznych, stojąc w kolejce na promocji karpia w Lidlu czy przy rodzinnym stole. Prawdziwym testem dla naszego społeczeństwa nie jest przygotowanie do wojny, pobyt w więzieniu czy reakcja na tortury, lecz codzienne drobnostki. To one wymagają od nas wzniesienia się ponad agresywną zwierzęcość – choćby w tak prozaicznej sytuacji jak jazda samochodem, gdy ktoś zajmie nam miejsce na parkingu.
Czy można oczekiwać godności tam, gdzie jest ona odbierana? Czy mamy prawo oceniać różne postawy więźniów z perspektywy wygodnego miejsca na kanapie?
Czy więzień, który kradnie chleb innemu więźniowi, jest złodziejem? Według kodeksu prawa – jest nim. W nieludzkich warunkach staje się jednak ofiarą czystej biologii. W obozowej rzeczywistości tradycyjna moralność nie istnieje, tak jak tradycyjne prawa fizyki nie istnieją w sercu czarnej dziury. Anthony de Mello mówi: „żadnych sądów, żadnych komentarzy, żadnych nastawień. Po prostu obserwacja”. Tym czytelnikom, którym łatwo przychodzi osądzanie postaw i zachowań więźniów, zadałbym proste pytanie: A co Ty byś zrobił w takiej sytuacji?
„Zdechniesz w łagrach!” – krzyczy śledczy. Jak ta sytuacja działa na Teofila?
Czytelnicy, którzy towarzyszą Teofilowi od samego początku, wiedzą, jaka z niego rogata dusza. To jest facet, który nie daje sobie w kaszę dmuchać. Jednakże w lwowskich kazamatach znalazł się w najgorszym z możliwych stanów ducha – załamany, bez nadziei, samotny i opuszczony przez wszystkich. Nie bez przesady można by stwierdzić, że śmierć byłaby dla niego niemal wybawieniem. Gdyby sowiecki prokurator przyklepał mu wyrok bez uciekania się do osobistych wycieczek, śmiem twierdzić, że podróż Teofila na Wschód skończyłaby się bardzo szybko. Można powiedzieć, że paradoksalnie śledczy enkawudzista uruchomił w Teofilu proces, który w jakimś stopniu uchronił go przed śmiercią. Potężna eksplozja gniewu i niezgoda na sowiecką narrację przestawiły Teofila w tryb działania. Innymi słowy: wściekłość oprawcy rodzi w nim bunt, który nie pozwala mu myśleć o śmierci.
Balansowanie na granicy życia i śmierci skłania Teofila do rozmyślań o Bogu...
Traumatyczne wydarzenia w życiu Teofila sprawiają, że pękają wszystkie jego dotychczasowe wyobrażenia na temat Boga. Z przerażeniem uświadamia sobie, że
opatrzył Przedwiecznego całą masą fałszywych etykiet. Innymi słowy: wierzył w Boga, którego sam stworzył, oddawał pokłon bożkowi, którego ulepił ze strzępów informacji, jaką dostarczyło mu środowisko, w jakim się wychował. Innymi słowy: mówił do obrazu, a potem dziwił się, że ten milczy. Po dokonaniu tego wstrząsającego odkrycia dystansuje się od tej wizji i odtąd jego jedynym pragnieniem staje się ujrzenie prawdziwego oblicza Stwórcy.
Myślę, że ten wątek jest bliski wielu osobom, które noszą w sobie zafałszowany obraz Boga. To właśnie on bywa przyczyną bólu istnienia, głębokich traum i urazów, tkwiących w sercu nierzadko przez całe życie. Historia Teofila pokazuje, że nie jesteśmy w tym osamotnieni, a nasze frustracje, pytania i lęki są w pełni uzasadnione.
Lwów to dopiero początek tułaczki Teofila. Wyrusza, jakby miał jakiś wybór, do łagru. Tę drogę przebyło wielu naszych rodaków i wielu jej nie przeżyło. Opisując tę rzeczywistość korzystał Pan z relacji ocalałych? Bo przecież tego chyba nie da się wyobrazić?
Moim kompasem były wspomnienia Teofila i to one wyznaczały kierunek fabuły. Jednak, aby w pełni zrozumieć tamtą rzeczywistość, potrzebowałem szerszego kontekstu. Spędziłem wiele godzin na studiowaniu relacji ocalałych. Posiłkowałem się szczegółowymi mapami, opracowaniami dotyczącymi logistyki transportów czy diety więziennej. Dzięki temu historia Teofila nie jest zawieszona w próżni, lecz utkana z setek autentycznych, często tragicznych detali, które składają się na obraz sowieckiego piekła.
W łagrze Teofil (...) z uporem maniaka walczył o teraźniejszość. Wierzył, że człowiek pozostaje sobą tylko w „tu i teraz”. Przeszłość uważał za balast, a
przyszłość za niewiadomą, którą nie warto się zamartwiać”...
Nasz problem polega na tym, że w większości patrzymy na teraźniejszość i osądzamy jąprzez pryzmat przeszłości – tego, co już minęło – uzyskując w ten sposób całkowiciewypaczony obraz rzeczywistości. Przeszłość i przyszłość to największa pożywka dla ludzkiego ego, owa gleba dla „cierni i ostów”, o których tak szeroko pisałem w poprzedniej książce. Jak zauważa Eckhart Tolle, nasze ego nieustannie wskrzesza przeszłość, bo bez niej czuje się nikim. Jednocześnie obsesyjnie wybiega w przyszłość, by zapewnić sobie dalsze trwanie. To tam lokujemy swoje nadzieje na szczęście i spokój, wmawiając sobie: „gdy pewnego dnia zdarzy się to i to, wreszcie będę spełniony”.
Tymczasem klucz do wyzwolenia tkwi wyłącznie w bieżącej chwili. Nie możemy jej jednak odnaleźć, dopóki nasze „ja” utożsamiamy z głosem ego.
Czy historia z sienkiewiczowskim Zagłobą albo raczej jego umiłowaniem forteli wydarzyła się naprawdę?
Scena w syberyjskiej tajdze została żywcem wyjęta z pamiętnika Teofila. Czytelnicy wiedzą, że nie jest mu obca proza Sienkiewicza, ale przede wszystkim przesiąkł on postawą swoich życiowych mentorów. Mówię tu o ludziach takich jak Józef Zaremba – kuzyn i działacz niepodległościowy, komendant Kania czy barman Benek. To oni mieli ogromny wpływ na jego wychowanie; to oni pokazywali, jak stawiać czoła życiu w najróżniejszych okolicznościach. Nazwałbym ich figurami pokolenia, które potrafiło napluć diabłu w twarz.
Czy Leszek Sekuła czy Oleg istnieli? A może wprowadził ich Pan do książki na potrzeby fabuły?
Sekuła to postać autentyczna, jednak na potrzeby fabuły zlepiłem ją z dwóch towarzyszy Teofila. Oleg też przewija się na kartach pamiętnika, ale jego wątek został utkany w mojej wyobraźni. Na mocy amnestii po podpisaniu układu Sikorski-Majski w 1941 roku Teofil opuszcza łagier. Tułaczka jego się jednak nie kończy, podobnie jak setek innych Polaków. Wielu z nich nie mogło lub nie chciało opowiadać o tym doświadczeniu.
Sądzi więc Pan, że „Ostrze sierpa” będzie dla wielu czytelników nie tylko przeżyciem literackim?
Bardzo bym tego chciał. Czasami zderzenie z tematem, o którym mieliśmy dotąd mgliste pojęcie – albo nie mieliśmy go wcale – rozpala w człowieku pragnienie sięgnięcia do źródeł. Zbigniew Herbert pisał przejmująco o Katyniu: „Tylko guziki nieugięte / potężny głos zamilkłych chórów / tylko guziki nieugięte / guziki z płaszczów i mundurów...”. Mam cichą nadzieję, że moja powieść skłoni czytelników do potraktowania tamtych wydarzeń nie tylko jako literackiej przygody, ale przede wszystkim jako szeptu z zaświatów – głosu tych, którym odebrano prawo do krzyku.
Czy uważa Pan, że po takich przeżyciach można poczuć się jeszcze kiedyś wolnym i bezpiecznym?
To jest problem, nad którym psychologia i literatura pochylają się od dziesięcioleci. Odpowiedź w ujęciu statystycznym może być tylko jedna: nie. Człowiek po
doświadczeniu łagru nie wraca do normalności. U zdecydowanej większości osób, które przeszły przez koszmar obozów, poczucie bezpieczeństwa zostało trwale zdruzgotane.
Jedni przekonywali, że człowiek raz torturowany pozostaje torturowany na zawsze. Inni przywoływali wspólne dla ocalałych doświadczenie nawracającego koszmaru sennego, w którym próbują opowiedzieć bliskim swoje przeżycia, ale nikt ich nie słucha. Warłam Szałamow twierdził kategorycznie, że łagier niczego nie uczy – jedynie demoralizuje i niszczy. Znamy takie pojęcia jak zespół poobozowy, utrata zaufania do świata, zlagrowanie duszy, nihilizm poobozowy...
Na drugim biegunie stoją jednak relacje osób, które przeszły przez ogień, ale nie dały mu się pochłonąć. Teofil Kłosek jest jednym z takich przykładów. O ludziach tej miary pisał Viktor Frankl, twórca logoterapii, który przeżywszy obóz koncentracyjny, przekonywał, że nawet w skrajnych warunkach człowiek potrafi zachować ostatnią ludzką wolność – jaką jest wybór postawy wobec cierpienia. Wtóruje mu Alfred Adler, twórca nurtu psychologii demitologizującej pojęcie ludzkiej traumy. Nie odbiera on jej znaczenia, ale dowodzi, że to człowiek nadaje jej sens.
Wciąż powracam do cytatu z Szymborskiej, choć w rzeczywistości wyraziła ona jedną z najważniejszych idei filozoficznych XX wieku – stulecia, które sprawdziło człowieka jak żaden inny wiek. Fabuła „Ostrza sierpa” jest zresztą konsekwentnym rozwinięciem tematów pojawiających się we „Wrzecionie Boga”, gdzie zwracałem uwagę na koncepcję wolności w niewoli.
W pierwszej części trylogii „Żniwo ognia” łączył Pan poetyckie obrazowanie z dokumentalną precyzją. W tej książce używa Pan rzeczowego tonu...
Język powieści był dla mnie ogromnym wyzwaniem. Na temat łagrów napisano już chyba wszystko. Wchodzić w buty Herlinga-Grudzińskiego, Sołżenicyna czy Szałamowa byłoby szaleństwem. Wchodzić w psychikę więźniów sowieckich obozów – niedorzecznością. Dlatego tym razem wolałem stanąć nieco z boku i tylko się przyglądać. Wbrew swoim literackim preferencjom, wybrałem oszczędny, chłodny, niemal rzeczowy styl. Trzymałem się kurczowo relacji Teofila, stąd w książce tak wiele fragmentów reporterskich. Sama fabuła jest wystarczająco intensywna i nie czułem potrzeby ubogacania jej poetyckim obrazowaniem, które w piekle łagrów wydawało mi się wręcz nie na miejscu. Proszę jednak zwrócić uwagę, że tam, gdzie pojawia się natura, tam również powraca piękno. Odnajdujemy je także w szlachetnych sercach i duszach bohaterów, którzy nie dali się złamać.
Zdarzało się, że przerywałam czytanie, zbyt wstrząśnięta grozą lub wzruszona. Jedną z takich scen jest moment, jak Teofilowi ręka tak bardzo się trzęsie, że nie może utrzymać łyżki z zupą...
Gdyby nie unikalny materiał źródłowy pozostawiony przez Teofila, nie wiem, czy w ogóle odważyłbym się napisać powieść osadzoną w tych realiach. Istniało zbyt wielkie ryzyko nieświadomego powielania cudzych doświadczeń albo – co gorsza – pójścia w stronę nieco hollywoodzkiego, efektownego, ale fałszywego kreowania przeszłości. Dlatego w tej powieści starałem się, jak tylko mogłem, „ściągać cugle” własnej wyobraźni. Rezygnowałem z pomysłów, które może i wyglądały kusząco na papierze, oferując łatwe rozwiązania fabularne, ale rażąco odstawałyby w konfrontacji z brutalną, obozową rzeczywistością. Postawiłem na surowość. I chyba to zadziałało. Wiele osób raportowało mi, że lektura „Ostrza sierpa” wywoływała w nich osobliwe, skrajne wręcz reakcje: od głębokiego wzruszenia i litości, przez szok i niedowierzanie, aż po fizyczny wstręt czy obrzydzenie. To dla mnie sygnał, że prawda – nawet ta najtrudniejsza – wciąż ma siłę
przebijania pancerza obojętności.
Czy podczas pracy źródłowej natrafił Pan na historie, które poruszyły Pana szczególnie. Może wykorzysta Pan je w kolejnych powieściach?
Poruszających relacji jest cały ogrom. Wydawało mi się, że po przeczytaniu wielu setek stron wstrząsających świadectw jestem w jakiś sposób uodporniony na okrucieństwo jakie ludzie zgotowali ludziom. Byłem w błędzie. Wiele z tych opowieści utkwiło mi w pamięci, sądzę że na zawsze. Nigdy nie mówię „nie”, ale nie mam w planach powrotu do łagrowej tematyki.
Trudno pisać o tamtych czasach i miejscach, nie myśląc o wszystkich życiach, które „rozpłynęły się” w mrokach sowieckiego imperium. To było wyzwanie nie tylko literackie? Czy ta i poprzednie książki Pana zmieniły?
Publikowanie książek jest, że się tak wyrażę, skutkiem pasji, którą się w sobie nosi. Nie jest celem samym w sobie. Celem jest wewnętrzna przemiana, jaka zachodzi w człowieku pod jej wpływem. Proszę zwrócić uwagę, że pasja to określenie męki, a zarazem najbardziej ognistego rodzaju miłości. Robić coś z pasją, oddawać się czemuś z pasją, pasjonować się czymś... Bardzo często zadaję sobie pytanie: co kocham tak bardzo, że jestem gotów ponieść cierpienie, a nawet w pewien sposób umrzeć z tego powodu? Co umiera we mnie w procesie twórczym? Co się rodzi? Jestem wdzięczny Bogu i ludziom za możliwość dzielenia się z innymi swoją pasją, bo to daje mi niesamowitą motywację do działania. Najważniejsze są jednak zmiany, które zachodzą we mnie, gdy dzień po dniu, godzina po godzinie ślęczę nad tekstem i – mówiąc językiem jednego z moich bohaterów – „wydobywam z nicości” kolejne historie. Wracając do pierwszej części Pani pytania: byłoby wspaniale, gdyby lektura „Ostrza sierpa” skłoniła któregoś z czytelników do zapoznania się z ogromną literaturą łagrową. W ten sposób kierujemy uwagę ku tym zapomnianym bohaterom, których życia rozpłynęły się w mrokach sowieckiego imperium. Tym samym ich ofiara nie poszła na marne.
W 2026 r. ukaże się jeszcze trzecia część trylogii „Kantyk słowika”. Tym samym zakończy się historia Teofila?
Absolutnie tak! I jednocześnie nie do końca. Konsekwentnie rozwijam własne uniwersum powieściowe – całkowicie autorski i – myślę – że na swój sposób unikalny koncept w rodzimej literaturze. Nadałem mu tytuł „Miasteczko”. Chodzi o cykl wielu powieści, których fabuła dotyczy burzliwych dziejów Górnego Śląska i Polski na przestrzeni stulecia: od zaboru pruskiego po czasy ustrojowej transformacji i później. Każda powieść z tego cyklu staje się częścią większej całości, systematycznie odsłaniając kolejne warstwy losów narodu i jednostki. Wchodzą one ze sobą w subtelny dialog poprzez powracające postacie, miejsca, wątki i detale, które uważny czytelnik może tropić nie tylko z wielką satysfakcją, ale i z detektywistycznym zacięciem.
Dziękuję za literackie doświadczenie.
Dziękuję za rozmowę
Magda Kaczyńska
Podobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć go na Patronite lub Suppi
Grupę tworzyło kilka przypadkowo dobranych, sfrustrowanych indywiduów, które zapragnęły poklasku, pieniędzy i niezasłużonej sławy. I żeby ich zaprosili do telewizora. Ich współpraca przy kampanii od samego początku przebiegała bardzo źle z powodu wielowektorowej, odwzajemnionej nienawiści. Oraz bezinteresownej zawiści.
Oczywiście GTQX w wyniku wielkiej kłótni na spotkaniu założycielskim przestała istnieć, a jej członkowie spotykają się od tego czasu wyłącznie w sądach.
© Wszelkie prawa zastrzeżone. Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!
Artur Kawa 2011-2022